LUCY POV:
Dziwny chłopak. Mam coś na czole? Ciągle się gapił i uśmiechał.
-Będziemy tak stać?- spytałam po długiej niezręcznej ciszy. -Jest już zimno, musimy iść, zanim wrócą rodzice prawda Meg? Szturchałam ją, lecz nic do niej nie docierało, wpatrywała się w Matta jak w anioła.
-Meg!- powiedziałam podwyższonym tonem.
-Coś mówiłaś?- spytała nadal wpatrując się w Matta.
-Idziemy do domu.- chwyciłam ją za rękę i zaczęłam prowadzić w przeciwną uliczkę. Z tyłu usłyszałam męski głos.
-Tak bez pożegnania?- spytał Justin z zadziornym uśmiechem na twarzy.
-Do zobaczenia.- posłałam mu lekki uśmiech, po czym odwróciłam głowę i dalej ciągnęłam Meg.
- kolega Justina robi jutro domówkę, wpadajcie jak chcecie. Mieszka niedaleko.- powiedział Matt.
-Przyjdziemy.- palnęłam, po czym szybko ugryzłam się w język.
-Lucy puść to boli!- jęczała Meg
-Gdyby nie ja, nadal byś tam stała i wpatrywała w tego kolesia. Nawet o nim nie myśl. Nie wygląda na grzecznego chłopca.
-I kto to mówi?- powiedziała pół śmiechem.- Widziałam jak się gapiłaś na Justina, tylko udajesz twardą, a w duszy klękasz przez jego oczy.
-Skończ, zaraz wrócą moi rodzice, muszę sprzątnąć alkohol z mieszkania, bo mnie zabiją, gdy to zobaczą.
Meg pokiwała głową i szeroko się uśmiechnęła.
-Panno Lucy, niedługo szykujemy się na domówkę!- szurnęła mnie i zaczęła podskakiwać.
-Ciekawe jak to zrobimy, hmmm?-spytałam
- Normalnie, nikt nie musi o tym wiedzieć, powiesz rodzicom, że nocujesz u mnie i wszystko załatwione. Dziewczyno głowa do góry! Musimy ich bliżej poznać.
-Nie chcę o tym myśleć!
Na końcu ulicy zauważyłam zbliżający się samochód rodziców. Szybko szarpnęłam Meg i zaczęłam biec w kierunku drzwi.
-Kurwa.- cicho wymruczałam.- Szybko wbiegłyśmy po schodach i zaczęłyśmy zbierać puste butelki Jacka Danielsa i innych alkoholi. Gdyby Michel był w mieszkaniu, cała wina spadłaby na niego, że nas nie dopilnował. Jednak mimo wszystko ja też bym oberwała. W oczach rodziców jestem dzieckiem, który ma być posłuszne 24 godziny na dobę. Jednak czas to zmienić. Od razu pomyślałam o jutrzejszej imprezie. Sama siebie nie poznaję. Chwyciłam w dłonie ostatnie butelki i razem z Meg udałyśmy się do mojego pokoju na górze. Po 5 minutach mama pojawiła się w pokoju. Zastała nas grzecznie śpiących w łóżku. Kątem oka widziałam jak się do siebie uśmiecha. To był dobry znak. Kiedy wyszła przykryłam Meg cieplej, a sama położyłam się na kanapie która stała w rogu pokoju. Łóżko spokojnie zmieściłoby dwie osoby, lecz przeszkodą było to, że Meg strasznie kopała. Przykryłam się kocem i po chwili zasnęłam
Obudziłam się na mokrej trawie, było mi bardzo zimno. Brana jedynie w dużej koszuli. Miejsce w którym się znajdowałam było mi nieznane. Był to jakiś lasek. Niedaleko mnie znajdował się drewniany dom. Dom wyglądał na opuszczony. Rozglądałam się w około i poczułam czyjeś ręce, które gwałtownie zakrywają mi usta, by stłumić mój krzyk. Była to zakapturzona postać, nie mogłam zauważyć jego twarzy, jednak po jego posturze mogłam stwierdzić, że był to mężczyzna. Przycisnął mnie do drzewa i zaczął podduszać. Próbowałam się wyrwać, lecz był zbyt silny. Zaczął łapczywie dotykać moich bioder i nóg. Błagałam i piszczałam by przestał, lecz ten w zamian mocno walnął miom ciałem o podpierające drzewo. Czułam zarówno ból fizyczny jak i psychiczny. Wędrował swoją dłonią po moim ciele i kierował pod koszulę. Zdołałam wyrwać się z jego uścisku, jednak po chwil zostałam uderzona pięścią w brzuch. Ten ból był nie do opisania. Mężczyzna pochylił się nad moim skulonym ciałem. I wtedy mogłam zobaczyć jego twarz, lecz było za późno
Obudziłam się spocona i roztrzęsiona. Obok mnie była Meg, przytulała mnie i uspakajała.
-Już cicho skarbie jest wszystko w porządku to tylko zły sen. -powtarzała.
- Znowu to samo. - wyjęczałam. -Ten sam sen, śnił mi się już kilka nocy wcześniej.- Moje dłonie drżały. Bałam się, by znowu nie zmrużyć oczu, gdy ten sen mógł wrócić.
-Ciiiii.. nie bój się, jestem tutaj. Krzyczałaś, wiedziałam, że masz jakiś koszmar.- powiedziała
-Dziękuje. - powiedziałam drżącym głosem.
-Nie masz za co skarbie to jest moje zadanie, zapomnij o tym śnie, nie myśl o tym. Pójdziemy coś zjeść? Jestem strasznie głodna, ty na pewno też.- powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy
-Skoro tak to chodźmy.- powoli zeszłam z łózka i włożyłam ciepły szlafrok wiszący na fotelu. Na dole całe szczęście nikogo nie było, pewnie dlatego, że jest weekend i rodzice nie muszą iść do pracy. Wszyscy spali, tylko my jak zombie chodzimy po kuchni.
-Co chcesz do jedzenia?- spytałam zaspanej przyjaciółki.
-Obojętnie, oby to było duże.- powiedziała, sprawdzając facebooka i twittera na moim laptopie.
-Clary wysłała zdjęcia z wczoraj. Chcesz zobaczyć?- spytała.
-Okej. Zjemy płatki, może być?- spytałam.
-To bez znaczenia.
Usiadłam obok niej i wpatrywałam się w przerzucane zdjęcia. Tak każdy wyglądał jak naćpany, ale pomińmy ten fakt. Nie wspominając już o mnie. Na każdym zdjęciu zamykałam oczy i dobierałam dziwne pozy. Moja siedemnastka, była szalona. Było całkiem fajnie. Przyglądałam się każdemu ze zdjęć i na jednym z nich w tle za mną zauważyłam zakapturzoną postać. Moje serce się zatrzymało.
-O mój Boże.- wydyszałam.
-Coś nie tak?- spytała zdziwiona Meg.
-Widzisz to co ja? Widzisz tego kolesia z tyłu? Co on do cholery robił na moich urodzinach?
-Nie mam pojęcia, nigdy wcześniej go nie widziałam.- powiedziała Meg, przybliżając zdjęcie.
-On wygląda jak ten mężczyzna ze snu. Ja już głupieje. Mam halucynacje.
-Nie Lucy, nie masz, ja też go widzę. Może to kolega Michela?
-Michel, wyszedł po godzinie. Nie uważasz, że wziąłby go ze sobą?
-Masz rację. Zamierzasz coś z tym zrobić? Zgłosić to na policje?- Spytała, w jej oczach można było dostrzec strach. Nic w tym dziwnego.
-I co powiem? Że jakiś chłopak przyszedł bez zaproszenia na moje urodziny? Wyśmieją mnie!
-To przynajmniej powiedzmy o tym rodzicom! To nie jest normalne, że ten gość dręczy cię w snach, a zarazem zjawia się na twoich urodzinach i wszystko obserwuje.
-Gdy powiem rodzicom, nigdzie mnie nie wypuszczą. Będą kontrolowali gdzie jestem i o której wrócę. Nawet do szkoły nie będę mogła iść spokojnie.
-Nie możemy tego tak zostawić! Spójrz na niego, on nie wygląda na niewinnego. Kto normalny chowa twarz za kapturem? Czemu nikt go nie zauważył?
-Meg, co z dzisiejszą domówką? Nie wiem, czy to dobry pomysł.- powiedziałam z obawą ignorując jej wcześniejsze pytanie.
-I co? I teraz z wszystkiego rezygnujemy? Tylko dlatego, że jakiś koleś chciał nas przestraszyć? Nie możemy siedzieć w domu przez całe życie z tego powodu.
-Co się dzieje?- spytała mama, wchodząc do kuchni z kubkiem kawy.
-Nic takiego, rozmawiamy o wczoraj.- szybko odpowiedziałam.
-Rozumiem i jak się bawiliście? Nie obwinicie mnie, że mnie nie było?
-Było całkiem fajnie, wszystko było pod kontrolą, jeśli to cię interesuje. A z obwinianiem to nie wiem.- powiedziałam lekko się uśmiechając.
-Oj daj spokój, przestań udawać.- powiedziała mama, puszczając mi oko.
-Okej skoro tego chcesz.-Mama chwyciła gazetę i uśmiechając się wyszła z kuchni.
-Mamo, czy mogę przenocować u Meg?- Podejrzliwie spojrzała na Meg.
-Nie ma sprawy, o ile nie robi to jej kłopotu.
-Nie, wręcz przeciwnie to żaden kłopot pani Brown- tłumaczyła się Meg.
-Lucy tylko wróć na niedzielę.
-Wrócę na pewno.- posłałam jej sztuczny uśmiech. Źle się czułam kiedy oszukiwałam mamę. Postanowiłam o tym nie myśleć. Zjadłyśmy płatki, które chwilę wcześniej zrobiłam i poszłyśmy się pakować. Przebrałam się z piżamy w zwykłe szorty i koszulkę w kratkę. Zabrałam najważniejsze rzeczy i wpakowałam do małej torby. Jedynak nie pomyślałam o ciuchach na wieczór.
-Co z ubraniami na wieczór? Nie chcę by mama miała jakieś podejrzenia.
-Pożyczę ci swoje, o to nie musisz się martwić.
Pomogłam Meg zbierać jej ciuchy i poszłam do pokoju Michela, żeby wziąć aparat. Michel nadal spał więc obyło się bez pytania. Cicho przymknęłam drzwi i zeszłam na dół.
- Mamo my już idziemy, mamy jeszcze zamiar pochodzić po sklepach.- tym razem mówiłam prawdę.
-Dobrze. Bądźcie ostrożnie.- Żeby to było takie łatwe mamo.- pomyślałam.
Chwyciłam swoje kurtkę, założyłam trampki i razem z Meg udałam się do centrum miasta. Miałyśmy zamiar kupić jakieś ciuchy. Po godzinie chodzenia,wyczerpane wróciłyśmy do domu.
- Dzień dobry.- przywitałam mamę Meg.
-Cześć dziewczyny! Wybieram się na dyżur do szpitala. Poradzicie sobie?
-Pewnie, że tak, możesz spokojna mamo.- odparła Meg.
-Zostawiłam wam naleśniki w lodówce, odgrzejcie sobie, a ja wychodzę.
Rodzice Meg niezbyt się nią interesowali, rzadko kiedy byli w domu, dlatego większość czasu spędza u mnie. Kiedyś chcieli się rozwieść, jednak pogodzili się i nadal są razem. Szczerze współczuję mojej przyjaciółce, chociaż moi są zbyt nadopiekuńczy, ale przynajmniej mam w nich pełne wsparcie.
Zjadłyśmy naleśniki i poszłyśmy oglądać tv. Mój smartfon zaczął wibrować. Było to zaproszenie na facebooku. Zostałaś dołączona do grupy 'Impreza u Nick'a '. Dziwnie iść do domu człowieka, którego nigdy w życiu się nie widziało. Mam nadzieję, że nie są żadnymi bandytami, po tym jak zobaczyłam na moim zdjęciu tego kolesia, wszystkiego się obawiam. Mój telefon zaczął znowu wibrować. Tym razem dzwonił do mnie jakiś numer. Domyśliłam się, że to Matt, nie zapisałam jego numeru.
-Słucham?- powiedziałam wesołym głosem..
-Hej piękna, pamiętasz mnie z wczoraj?- spytał.
-Nie nie pamiętam, do rzeczy.- zażartowałam.
-Chcecie ze mną podjechać do Nicka? Jestem autem Justina, on musi załatwić swoje sprawy, wpadnie później i pomyślałem, że pojedziemy razem, bo to niebezpieczne, by takie dziewczyny, chodziły późno nocą same.
-To dziwne, że nagle zacząłeś się o nas martwić.- spojrzałam ukrytkiem na Meg.- Jak możesz to po nas przyjedź.- powiedziałam na co ona lekko się uśmiechnęła.
-Okej to widzimy się za godzinkę. Do zobaczenia.- po chwili rozłączył telefon.
- Meg, idziemy się szykować.- Szeroko się uśmiechnęłam na co ona zaczęła piszczeć. - Głupek.- powiedziałam przez co oberwałam poduszką.- Ty jędzo.- krzyknęłam i zaczęłam ją gonić.
- Nie! Koniec zabawy, spokój! Ubieramy się.- powiedziała Meg pół śmiechem.
-Nie wierze, że słyszę to z twoich ust. Jesteś taka poważna.- odparłam sarkazmem na co wybuchła śmiechem.- Pokaż mi w co mam się ubrać.- Meg otworzyła szafę i po krótkim namyśle, rzuciła w moją stronę czarne rurki i luźną błyszczącą koszulę na ramiączka. Właśnie tak jak chciałam się ubrać. Meg ubrała się podobnie. Poszłam zrobić sobie makijaż. Postawiłam na naturalność. Był potrzebny tylko podkład i maskara. Kiedy skończyłam swój makijaż. Zajęłam się Meg. Postanowiłam zakręcić jej włosy, bo tak było jej najlepiej. Po 30 minutach obie byłyśmy w pełni gotowe. Przyznam, że już drugi dzień jestem zadowolona ze swojego wyglądu. Chwyciłam skórzaną kurtkę i wyszłam przed mieszkanie. Na zewnątrz było całkiem ciepło jak na sobotni wieczór. Usiadłyśmy na schodach i cierpliwie czekałyśmy na samochód Matta. Po niedługim czasie zjawił się z piskiem opon. Otworzył okno lekko wychylając głowę po czym gwizdnął pod nosem.- Mięły 24 godziny odkąd się widzieliśmy, a już was nie poznaje.- łobuzersko się uśmiechnął spoglądając na mnie i zatrzymując się wzrokiem na Meg. Na jej twarzy można było zauważyć lekki uśmiech i rumiane policzki.- Wsiadacie?- spytał, a my ruszyłyśmy w stronę jego (to znaczy Justina) samochodu.
-Siadaj z przodu.- powiedziałam na co pokiwała głową. Podróż nie trwała zbyt długo, Meg rozmawiała z Mattem na różne tematy, a ja odpływałam w myślach. Nawet nie zorientowałam się, że jesteśmy na miejscu. Muzyka była słyszana w całej okolicy. Sąsiedzi musieli być niezwykle życzliwi. Razem skierowałyśmy się do wejścia. Matt szedł za nami rozmawiając z jakimś chłopakiem. W mieszkaniu chłopaka było tłoczno, domówka była otwarta dla wszystkich, dlatego się nie dziwię. Chwyciłam Meg za rękę przepychając się na środek i zaczęłam skakać w rytmie grającej muzyki. Matt zniknął gdzieś w tłumie, a Meg najwidoczniej szukała go wzrokiem.
-Nie martw się zaraz się zjawi.-krzyknęłam do niej tak, by mnie usłyszała.
-Wiem. To co tańczymy?- uśmiechnęła się i dołączyła do mnie wyginając się w rytmie do piosenki LINK
W oddali zauważyłam Matta, który się do nas zbliża.
-Twój książę.- uśmiechnęłam się do Meg na co od razu się odwróciła.
-Zatańczysz?- spytał ją uśmiechnięty Matt.
-Pewnie.- odpowiedziała, w jej oczach można było dostrzec zmieszanie.
-Ja pójdę się czegoś napić.- powiedziałam do nich i powoli się oddalałam. Usiadłam obok stoliku na którym stały drinki.Podwinęłam nogi i zaczęłam roglądać się po sali z nadzieją, że może zobaczę przystojnego chłopaka. Chodziło mi bardziej o Justina. Przypominając sobie jego uśmiech momentalnie poprawił mi się humor. Mój wzrok spoczął na kimś innym. Stał centralnie naprzeciwko mnie i wyglądał podejrzanie, od razu przypomniałam sobie mój sen. Niespokojnie się wiercąc, chwyciłam po kieliszek z drinkiem i szybko go wypiłam. Piłam tak ciągle o niczym nie myśląc, chciałam zapomnieć o tym paskudnym koszmarze. Czułam jak odlatuję, jak wszystkie moje emocje znikają. Oparłam się o ścianę i na chwilę przysnęłam. Kiedy się obudziłam w tym samym miejscu obok mnie siedział mężczyzna. Wyglądał na 20-25 lat. Niebezpiecznie się do mnie przysuwał. Mimo, że byłam pijana kontrolowałam to co się działo. Facet zaczął się do mnie kleić, wykorzystując to w jakim stanie byłam. Po chwili zwlekania odepchnęłam go i wstałam. Starając się znaleźć wyjście przypadkiem na kogoś wpadłam. I to nie na byle kogo. To był Justin.
-Nie za dobrze z tobą.- powiedział szatyn wpatrując się w moje oczy.
-Myślałam, że cię nie będzie.- czułam jak mój język się plącze.
-Nie powinnaś siedzieć tu sama.Gdzie jest twoja przyjaciółka?- spytał.
-Myślisz, że wiem? Nie wiem, nie czuję się zbyt dobrze.- czułam mocny ból głowy.
-W takim razie idziesz ze mną.- powiedział po czym chwycił mnie za rękę i zaczął iść w stronę wyjścia.
-Nigdzie nie idę!- uparcie się zatrzymałam i tupnęłam nogą. Właściwie to nie wiem czemu tak zrobiłam. Na co on się uśmiechnął.- Trudno, sama tego chciałaś.- Chłopak chwycił mnie w tali i przerzucił przez ramię.
-Dupek- pisnęłam na co on tylko się uśmiechnął.
-Jesteś pijana.- powiedział wychodząc przez główne wyjście na zewnątrz. Zimny wiatr Zawiał w moje nogi.
-Gdzie mnie zabierasz?- spytałam z nadzieją, że odpowie.
-Zabieram cię do siebie. Nie sądzę, żebyś w takim stanie wróciła do domu. Skrzywiłam się po czym niespodzianie zasnęłam na jego rękach.
JUSTIN POV:
Powoli położyłem jej drobne ciało na miejscu pasażera i odpaliłem samochód. Wyglądała tak niewinnie. Nawet, gdy była pijana. Nie znam tej dziewczyny, ale wydawało mi się jakbym ją gdzieś wcześniej widział, pomijając wczorajszą noc. To nie było możliwe, nie mogłem jej wcześniej widzieć. Zanim się przeprowadziłem do Toronto mieszkałem Birmingham musiałem się przeprowadzić, ponieważ mój starszy brat był dilerem narkotyków, policja go ciągle szuka. Nie chciałem mieć z tym nic wspólnego. I przyleciałem do mojego przyjaciela. Zamierzam zostać tu na jakiś czas. Szkołę mam za sobą, wiec nie ma z tym problemu.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, było po trzeciej w nocy. Wziąłem ją na ręce i poszedłem do drzwi otwierając je kolanem. Postanowiłem zanieść ją do mojego pokoju. I tak zrobiłem. Ułożyłem ją na łóżku i przykryłem kocykiem, po czym na nią zerknąłem, była naprawdę ładna, miała w sobie coś co mnie do niej przyciągało. Chociaż jeszcze nie byłem tego świadomy. Popatrzyłem ostatni raz i wszyłem z pokoju. Nie miałem zamiaru iść spać. Musiałem odebrać Matta i powiadomić jej przyjaciółkę.