Obudziłam się z mocnym bólem głowy, wszystko mnie bolało.
-No świetnie, czuję się gorzej niż kiedykolwiek i jeszcze w dzień moich urodzin.- wymamrotałam cicho pod nosem, po czym powoli wstając z łóżka sięgnęłam po swój telefon. Było już grubo po dziewiątej. Za parę godzin czeka mnie impreza zorganizowana przez moją mamę. Z tego co wiem będzie to spotkanie rodzinne, co mnie bardzo dołuje. Nie przepadam za takiego typu niespodziankami. Odkąd pamiętam to właśnie tak świętuje moje urodziny. Chciałabym chociaż raz spędzić ten dzień z przyjaciółmi i znajomymi, ale oczywiście nie mam nic do gadania, zdanie mojej mamy jest ważniejsze.- przygnębiająco westchnęłam, szukając pod łóżkiem swoich pluszowych kapci, po chwili były już na moich stopach. Cicho zeszłam po schodach, tak by nikogo nie obudzić i skierowałam się do kuchni. Ku mojemu zdziwieniu rodzice już od dawna nie spali. Mama coś gotowała, a tata czytając gazetę, popijał kawę.
-Jak się spało Lucy?- usłyszałam głos mamy.
-Okropnie- odparłam bez jakichkolwiek uczuć.
-Coś się stało?- spytała ze zdziwieniem.
-Nie, tylko moja głowa..
-Wiem Lucy, że chcesz w ten sposób nas namówić do odwołania przyjęcia. Po za tym od tego nikt nie umarł- powiedziała lekko się uśmiechając
-Myślisz, że udaję? Jeśli tak to się naprawdę mylisz. Nie mam na nic ochoty. Powinnaś mnie zrozumieć- rzuciłam srogo.
-Wybacz skarbie, ale nie mogę, nie złość się, zaraz ci przejdzie.- głaskając mnie po głowie, wyszła z kuchni.
-Wszystkiego najlepszego Lucy.- rzekł tata, po czym wstał i dał mi buziaka w czoło.- Nie martw się, prezent dostaniesz później.- cicho się zaśmiał.
-Ja również się dołączam do życzeń. Wszystkiego najlepszego skarbie- za ściany krzyczała mama.
- Dziękuje- uśmiechnęłam się do nich życzliwie.
- No wiesz Lucy.. 17 lat to już poważny wiek, czas poważnie się zastanowić nad przyszłością, nie sądzisz? -spytał tata.
-Tak, ale nie chcę o tym rozmawiać dzisiaj. Czy to nie może poczekać?
-To zależy od ciebie. Tylko proszę, nie zaniedbuj swojej przyszłości.- rzekł prosząco.
-Spokojnie tato, obiecuje, że się nad tym porządnie zastanowię.
-W takim razie, mogę być już spokojny. Muszę jechać po zakupy, wrócę za 20 minut, trzymaj się skarbie- poklepał mnie po ramieniu.
Zastanawia mnie fakt, dlaczego wszyscy martwią się o moją przyszłość, a ja nadzwyczajnie mam to głęboko gdzieś, żyję tym co jest teraz, a nie co będzie kiedyś. Zdaję sobie sprawę, że za za rok, będę w pełni odpowiedzialną osobą za siebie, że po liceum czekają mnie ciężkie studia i praca ale czy to znaczy, że muszę zrezygnować z mojego beztroskiego życia i stać się taka jak moi rodzice. Nie, jeszcze tego nie chcę i nie zamierzam się tym przejmować.- moje myślenie przerwał dźwięk telefonu. Dzwoniła moja przyjaciółka Meg.
-Halo? - spytałam i po chwili usłyszałam głośny śpiew- "Sto lat, sto lat.."- Meg, nie śpiewaj, moje uszy.- rzekłam, po czy zaczęłam się głośno śmiać.
-Wiesz co?!- powiedziała z frustracją.- Mogłaś mi tego nie mówić. Lucy, życzę ci jak najlepszego życia, niech się nigdy nie kończy, niech nie będzie takie smutne jak do tond .- wyszeptała
-Meg, dziękuję za miłe życzenie, mam nadzieje, że kiedyś się spełnią- westchnęłam
-Mogę ci przysiąść, ze się spełni, a i jeszcze jedno. Kiedy się widzimy? Wyrobisz się do wieczora?-Spytała z nadzieją w głosie.
-Nie mam pojęcia, obawiam się, że moja rodzinka, przedłoży spotkanie. Coś wymyślę.-rzekłam
-W taki razie do zobaczenia wieczorem- rzuciła
-Ale Meg.. Halo !?- krzyknęłam zanim się zorientowałam, że Meg się rozłączyła.
-Coś się stało?- usłyszałam mamę.
-Taa..ymm.. nie, nic się nie stało.
-To dobrze, mam prośbę, czy mogłabyś obudzić swojego brata?
-Dobrze, zaraz go obudzę, powiedziałam i szybko poszłam do jego pokoju.
-Michel wstawaj, jest już późno, mama ma ci coś do powiedzenia.
-Wyjdź z mojego pokoju!- warkną
-Wstawaj w tej chwili!- chwyciłam poduszkę i rzuciłam w jego stronę i szybko zamknęłam, by od niego nie oberwać, po czym weszłam do pokoju obok. Otworzyłam szafę i dokładnie obejrzałam jej zawartość. Po chwili zastanowienia, stwierdziłam, że nie mam odpowiednich ubrań na dzisiejszy wieczór. Załamana chwyciłam wieszak z jakimś czarnym materiałem i moim oczom ukazała się piękna sukienka, którą kupiłam kilka miesięcy wcześniej. z radości wskoczyłam na łóżko i zaczęłam skakać jak głupia. W tym momencie do pokoju wszedł Michel, mój starszy braciszek.
-Chciałem z tobą pogadać, ale to chyba nie jest najlepszy pomysł- mówiąc te słowa spojrzał na mnie jak na idiotkę i skierował się w stronę wyjścia.
-Nie Michel, czekaj! Co chciałeś powiedzieć?
-Chciałem dać ci prezent- odparł cicho
-Serio, mówisz poważnie? Ty? Ty chcesz dać mi prezent?- zapytałam zaskoczona.
-Tak, bo jesteś moją siostrą i chcę ci podziękować, za to, że tak czule budzisz mnie każdego ranka.- odparł sarkastycznie.
-Ojej, jakie to kochane, nie musisz mi dziękować, podziękuj mamie.
-A mówiąc poważnie to wszystkiego najlepszego.- przytulił mnie i ze swojej dłoni wyciągną piękny naszyjnik z sercem na którym widniało moje imię.
-Michel, ja ciebie naprawdę nie poznaję. Nie musiałeś mi tego dawać. Wystarczyłyby mi twoje szczere życzenia.
-Chciałem, żebyś czasem o mnie pamiętała.
-Dziękuje ci to naprawdę miłe z twojej strony.
-To drobiazg, widzimy się potem, radze ci się streszczać.- posłał lekki uśmiech i wyszedł z pokoju, a ja w tym czasie zaczęłam się szykować. Wrzuciłam na siebie wcześniej przygotowaną, a długie włosy związałam w wysokiego kucyka. Po chwili byłam już gotowa. dawno tak dobrze nie wyglądałam. Mam nadzieję, że ktoś to doceni. Zbiegłam na dół, by pokazać się mamie, ale nikogo nie zastałam.
-Mamo, gdzie jesteś?- spytała zdziwiona.
-Gdzie są wszyscy?!- krzyknęłam, ale nadal nie uzyskałam odpowiedzi. Dom był kompletnie pusty. Co dziwne nie dawno rozmawiałam z Michalem, a już mi zniknął z oczu. Zaczęłam się martwić, bo nikt mnie nie uprzedził. Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer mamy.
-Halo?- usłyszałam jej głos, a moje obawy zniknęły.
-Mamo! Gdzie wy wszyscy jesteście?
-Wyjrzyj przez okno kochanie.- po jej głosie można było wyczytać, że coś ukrywa.
-Po co? Ukrywa.. O mój boże.- to co zobaczyłam przed mieszkaniem właśnie do mnie dotarło. Szybko narzuciłam na siebię kurtkę i wybiegłam na zewnątrz. Meg, która trzymała ogromny tort, moi rodzice, Michel i kilka innych osób z mojej klasy na mój widok zaczeli śpiewać 'Sto lat'. Nie wiedziałam jak mam zareagować to wszystko działo się tak szybko. Stałam jak głupia i wpatrywałam się na nich jak śpiewają.
-Dlaczego nie weszliście do środka?- spytałam zdziwiona, gdyby nie mama to nigdy bym się nie zorientowała.
-Nie weszliśmy do środka, bo byłoby za głośno i wtedy niespodzianka, by się nam nie udała. Ale teraz was zapraszam do środka.- powiedziała mama.
Kiedy wszyscy weszli ja skorzystałam z okazji i spytałam się mamy.
-Brakuje mi tu jednej osoby. Czemu nie ma tu cioci?- spytałam zaniepokojona.
-Wychodzi na to Lucy, że nie spędzimy razem twoich urodzin.- oznajmiła mama.
-Jak to?
-Ciocia, źle się czuje, musimy razem z tatą jechać ją odwiedzić, ale nie martw się przyjęcie już się zaczęło. Michel wszystkiwgo dopilnuje. Bierze za wszystko odpowiedzialność. Przepraszam, ale nie wiedzieliśmy, że tak wyjdzie. Poradzisz sobie?- spytała.
-Tak, poradzę nie martwcie się o mnie, Meg mi pomoże w razie potrzeby. Pozdrów ciocię niech wraca do zdrowia.
-Dobrze, pozdrowię. Lucy skarbie proszę cię, nie puść domu z dymem.- powiedziała błagającym głosem.
-Spokojnie mamo obiecuję, a gdzie jest tata?
-Czeka na mnie już w samochodzie. Wrócimy do domu wieczorem, baw się dobrze i jeszcze raz przepraszam, że tak wyszło, ale martwię się o swoją siostrę.
-Nic się nie stało mamo to nie twoja wina, jedź już.- powiedziałam po czym szybko dałam jej buziaka i pobiegłam do mieszkania. Wszyscy siedzieli w salonie. Świeczki na stole były już zapalone.
-Teraz zdmuchnij świeczki i pomyśl życzenie.- powiedziała Clary, moja koleżanka z klasy. Moim życzeniem było jedno. Bardzo chciałam, by moje dotychczasowe życie się zmieniło. Żeby nie było takie monotonne i nudne. Żeby zaczęło się coś dziać. Uśmiechnęłam się i zdmuchnęłam. Dym ulotnił się w powietrzu. A ja chwyciłam nóż w dłonie i zaczęłam dzielić tort na mniejsze kawałki tak, żeby dla każdego starczyło. Zabawa powoli się rozkręcała, chciałam, żeby wszyscy dobrze się bawili. Miałam obawy, że moi sąsiedzi nie będą tacy mili. Było zbyt głośno na tą porę. Za oknem ogarnęła ciemność. Michela nadzwyczajnie nie interesowało to co się działo po za nim. Jest już dorosły, może nie odpowiada mu nasze towarzystwo, gdyby nie musiał nas pilnować na pewno, by gdzieś pojechał. Za rok mam 18 lat, myślę, że sama bym potrafiła dopilnować porządku.
-Michel coś się dzieje?- usiadłam obok niego.
-Nie, czemu pytasz? Idź się bawić to twoje urodziny.- powiedział sztucznie się uśmiechając.
-Wyglądasz na przygnębionego, bo wiesz, jeśli nie chcesz to nie musisz nas tu pilnować, jesteśmy w miarę rozumni nie spalimy ci domu.- powiedziałam rozbawiona.
-Nie Lucy, mama by mnie zabiła, gdyby się dowiedziała.- powiedział
-A kto powiedział, że musi wiedzieć?- puściłam mu oczko.
-Skoro tak mówisz- westchną.- muszę zadzwonić do chłopaków, ale poradzicie sobie?
-Taak poradzimy! No idź już!- popychałam go z kanapy.
-Dobra, dobra już idę, wiem, że chcesz się mnie pozbyć, żeby mieć wolną chatę, ale że tak bardzo?- zaczął się śmiać.
-Oszczędź sobie, pozdrów chłopaków- rzuciłam mu kurtkę i wypchnęłam za drzwi. Nie mam pojęcia czemu tak nalegałam, ale przyda mu się trochę rozrywki. Urodziny dochodziły końca. Wszyscy się rozchodzili. Godzinę później nie było już nikogo. Byłam tylko ja i Meg. Rozłożyłyśmy się na łóżku i leżałyśmy patrząc się w sufit. Po chwili odpoczynku Meg szarpnęła mnie za nogi i zaczęła ściągać z łóżka.
-Meg, co ty wyprawiasz?! - zaczęłam się śmiać.
-Czas na prezent.- wyszczerzyła zęby.
-Jaki znowu prezent? - rzekłam zdziwiona. Meg pobiegła do salonu i szybko wróciła trzymając coś za sobą.
-Zamknij oczy i daj mi rękę.- powiedziała.
Nie śmiało wyciągnęłam dłonie w jej kierunku i poczułam miękką sierść. Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam puchatą kulkę, była to świnka morska.
-O mój boże. Jakie to słodkie. Dziękuje Meg!- rzuciłam się na nią tak, by nie uszkodzić zwierzaka.
-Nie ma za co, cieszę się, że ci się podoba . Miałam z nim wiele kłopotów, ciągle mi uciekał.- powiedziała z uśmiechem.
-Ona jest piękna!- rzuciłam
-On.. On jest piękny.- powiedziała ze śmiechem. Naszą rozmowę przerwał telefon. Byłam pewna, że dzwoni mama, jednak dzwonił nieznajomy numer.
-Słucham?
-Wyjdź na zewnątrz.- usłyszałam nieznajomy głos.
-Z kim rozmawiam?- spytałam w momencie kiedy się rozłączył.
-Kto dzwonił?- spytała Meg.
- Wyjdziesz ze mną spacer?
-O tej porze? Lucy dobrze się czujesz?- spytała z kpiną.
-Proszę. Chodź ze mną.- powiedziałam z nadzieją w głosie
-Dobra, ale zaraz wracamy.
-Okej, obiecuję.- Szybko zaparłam mieszkanie i chwyciłam Meg za dłoń. Dopiero teraz poczułam niepokój. Dotarło do mnie, że nie powinnam się ruszać z domu.
-Lucy, wszystko okej?- spytała z niepokojem.
-Niee..- powiedziałam przerażona. Zobaczyłam grupę mężczyzn, którzy stali oparci o maskę i wypatrywali kogoś w oddali.
-Lucy? Co ty do diabła wyprawiasz? Wiesz, że to nie bezpieczne, wracajmy się do domu.
-Nie Meg, jeśli zaczniemy się wycofywać, mogą pójść za nami, może być jeszcze gorzej.
-Cześć.- za siebie usłyszałam męski głos na co się wzdrygałam.
-Spokojnie nie bójcie się, nic wam nie zrobię.- uśmiechnął się życzliwie.
-Dlaczego chciałeś się ze mną spotkać?- spytałam nieśmiało
-Chciałem się poznać z nową sąsiadką.
-Co masz na myśli?
-Od wczoraj mieszkam naprzeciwko ciebie. Jestem Matt.- podał dłoń w moim kierunku.
-Lucy- odwzajemniłam uśmiech.
-Z kim rozmawiasz?- odezwał się szatyn, który bacznie mi się przyglądał.
-Z naszą nową sąsiadką- puścił do niego oczko.
Chłopak uśmiechnął się do siebie po czym wyciągną do mnie dłoń.
-Jestem Justin.- uśmiechnął się do mnie uwodzicielsko.
-Lucy.- odwzajemniłam uśmiech.
Bohaterowie
wtorek, 26 listopada 2013
Rozdział 1
piątek, 8 listopada 2013
Prolog
Czy przeznaczenie naprawdę istnieje? Czy to możliwe, że dwa inne światy, mimo przeciwności losu łączą się w jedno? Miłość jest bardzo silnym uczuciem, dzięki czemu nadaje codzienności urok. Kiedy wszystko się psuje, świat traci swoje barwy, w życiu dziewczyny pojawia się chłopak, który próbuje pokazać, jaką wartość ma życie i ile w sobie kryje. W taki sposób dwojga ludzi się do siebie zbliża. Dochodzi do tego, że nie widzą świata poza sobą, nie dostrzegają tego jak wielkie niebezpieczeństwo im zagraża. Odbija się to na zdrowiu dziewczyny. Wszyscy łączą swoje siły, by wrócić do dawnego życia, by w jakiś sposób jej pomóc. Dochodzi do tragedii. Rodzinie i bliskim pozostaje tylko nadzieja.
Od autorki: Hej, to mój pierwszy blog, mam nadzieję, że kogoś zainteresuje, będę się starała rozdziały dodawać regularnie. Jeśli macie jakieś uwagi, chętnie wysłucham. Miłego czytania :*
Od autorki: Hej, to mój pierwszy blog, mam nadzieję, że kogoś zainteresuje, będę się starała rozdziały dodawać regularnie. Jeśli macie jakieś uwagi, chętnie wysłucham. Miłego czytania :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)